Wybierz kategorię
- Gwiazdy
- Aktualności
- Bankowość
- Biznes
- Budownictwo
- Ciekawostki i odkrycia
- Dietetyka i fitness
- Dom i ogród
- Dziecko
- Edukacja i nauka
- Film
- Finanse
- Firmy
- Fotografia
- Gry
- Gospodarka
- Gotowanie, kulinaria
- Inne
- Internet i komputery
- Kobieta
- Kultura i sztuka
- Ludzie
- Marketing i PR
- Media
- Medycyna
- Moda
- Motoryzacja
- Muzyka
- Nieruchomości
- Ogłoszenia
- Plotki
- Polonia
- Polityka
- Praca i kariera
- Prawo
- Religia
- Regionalne
- Rolnictwo, ekologia
- Rozrywka
- Sensacyjne
- Sport
- Styl życia
- Technologie
- Telewizja
- Wakacje, turystyka
- Zwierzęta i przyroda
- Zdrowie i uroda
- Życie za granicą
- GSM
- Mieszkania Gdańsk - nieruchomości z Trójmiasta i okolic
- Prezentacja maturalna - matura ustna z polskiego już nie taka straszna
- Meble dębowe - meble drewniane do pokoju, salonu i kuchni
- Prezentacja maturalna - przygotuj się do matury z polskiego
- Śmieszne filmy
- tapety tuning
- Pożyczka przez internet - pożyczka sms na dowód
- Druk cyfrowy Poznań
Zobacz też
Choć mamy już za sobą styczeń nowego 2012 roku, warto przypomnieć o najważniejszych nowych regulacjach w Kodeksie Pracy i Prawie Pracy, które weszły w życie w tym roku. Większość z nich wychodzi naprzeciw potrzeb pracownika. Najniższe wynagrodzenieŁ.L. Przede wszystkim najważniejszą zmianą w stosunku do roku ubiegłego jest wzrost minimalnego wynagrodzenia z kwoty 1386 zł obowiązującej w 2011 r. do kwoty 1500 zł. Co ważne, z podniesieniem kwoty minimalnego wynagrodzenia wiąże się też ściśle wzrost zasiłków chorobowych, a także wysokość wypłacanych odpraw i odszkodowań. Urlop macierzyński i ojcowskiŁ.L. Od 1 stycznia 2012 roku zwiększyła się długość urlopu macierzyńskiego, jednakże zmiana dotyczy dodatkowego wymiaru urlopu macierzyńskiego. Wymiar dodatkowego urlopu macierzyńskiego wynosi obecnie 4 tygodnie (dawniej były to 2 tygodnie), jeśli kobieta urodzi tylko jedno dziecko przy porodzie, natomiast w przypadku urodzenia co najmniej dwójki dzieci przy jednym porodzie wymiar dodatkowego urlopu wynosi już 6 tygodni (dawniej były to 3 tygodnie). Taki dodatkowy urlop należy wykorzystać bezpośrednio po wykorzystaniu podstawowej części urlopu i należy pamiętać, że wydłużenie urlopu nie następuje automatycznie. Pracownica musi złożyć wniosek o udzielenie dodatkowej części urlopu najpóźniej na siedem dni przed rozpoczęciem tego urlopu. W przypadku nie dotrzymania tego terminu uprawnienie do otrzymania urlopu dodatkowego wygasa. Jest to bardzo ważne z tego względu, że pracodawca nie może odmówić pracownicy udzielenia urlopu i jest obowiązany wniosek uwzględnić. Kodeks Pracy przewiduje szczególny przypadek, kiedy pracownica po wykorzystaniu co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, ma prawo zrezygnować z pozostałej części tego urlopu. W takim przypadku niewykorzystanej części urlopu macierzyńskiego udziela się pracownikowi-ojcu wychowującemu dziecko, na jego pisemny wniosek. Od 1 stycznia 2012 r. zwiększeniu uległ także wymiar urlopu ojcowskiego, nazywanego często potocznie urlopem tacierzyńskim. Wymiar tego urlopu wynosi obecnie 2 tygodnie (dawniej był to tydzień). Urlop ten przysługuje także ojcu adopcyjnemu. Jednakże należy wskazać, że urlop ojcowski przysługuje w następujących przypadkach:
Urlopu ojcowskiego udziela się na pisemny wniosek pracownika-ojca wychowującego dziecko, składany w terminie nie krótszym niż 7 dni przed rozpoczęciem korzystania z urlopu. Podobnie jak w przypadku urlopu macierzyńskiego, pracodawca nie może odmówić udzielenia urlopu i jest obowiązany wniosek uwzględnić. Zmieniły się także regulacje dotyczące kwestii wymiaru urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego pracownika, który przyjął dziecko na wychowanie w formie rodziny zastępczej. Dotychczas urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego nie przysługiwał tylko rodzinie zastępczej zawodowej niespokrewnionej z dzieckiem. Od stycznia 2012 r. urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego nie przysługuje rodzinom zastępczym zawodowym w ogóle, bez wyjątku. Zaległy urlopŁ.L. Pozostając w tematyce urlopów, w których, jeśli chodzi o Kodeks Pracy zmieniło się najwięcej od 1 stycznia 2012 r., nie da się ominąć bardzo ważnej zmiany dotyczącej kwestii wykorzystania zaległego urlopu wypoczynkowego. W poprzednio obowiązującym stanie prawnym obowiązującym do końca 2011 r. zaległy urlop należało wykorzystać do końca pierwszego kwartału następnego roku kalendarzowego. Zgodnie z nowelizacją Kodeksu Pracy urlopu niewykorzystanego w danym roku należy udzielić pracownikowi najpóźniej do dnia 30 września następnego roku kalendarzowego, z tym zastrzeżeniem, że nie dotyczy tzw. urlopu na żądanie. Jest to rozwiązanie bardzo korzystne dla pracownika, ponieważ urlop zaoszczędzony w zeszłym roku można wykorzystać np. w wakacje. Pozostaje tylko jeden warunek, musi się na to zgodzić nasz pracodawca. Osoby niepełnosprawneNowe regulacje dotknęły osób niepełnosprawnych. Od 1 stycznia osoby niepełnosprawne będą pracowały osiem godzin dziennie, a nie siedem. Dotyczy to osób ze znacznym, umiarkowanym lub lekkim stopniem niepełnosprawności. Jednakże w przypadku osoby o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, jeżeli lekarz przeprowadzający badania profilaktyczne pracowników lub w razie jego braku lekarz sprawujący opiekę nad osobą niepełnosprawną, wyda w stosunku do tej osoby zaświadczenie o konieczności stosowania skróconej normy czasu pracy, czas pracy takiej osoby nie może przekraczać 7 godzin. Pomieszczenia pracyŁ.L. Od 1 stycznia 2012 r. zmieniła się także regulacja dotycząca budowy lub przebudowy obiektu budowlanego, w którym przewiduje się pomieszczenia pracy. Dotychczas pracodawca był obowiązany zapewnić, by wyżej wymienione prace były wykonywane na podstawie projektów uwzględniających przepisy bhp, wcześniej pozytywnie zaopiniowane przez rzeczoznawców. Od początku 2012 r. pracodawca jest jedynie zobowiązany do zapewnienia, by budowa bądź przebudowa obiektu odbywała się na podstawie projektów uwzględniających przepisy bhp, lecz już bez konieczności ubiegania się o pozytywną opinię rzeczoznawców. Co ważne, za tą zmianą poszła również zmiana regulacji z art. 283 Kodeksu Pracy, polegająca na możliwości ukarania pracodawcy karą grzywny od 1000 zł do 30000 zł, w sytuacji kiedy wbrew obowiązkowi nie zapewni, aby budowa lub przebudowa obiektu budowlanego albo jego części, w których przewiduje się pomieszczenia pracy, była wykonywana na podstawie projektów uwzględniających wymagania bhp. Praca w niedzielęŁ.L. Od 1 stycznia 2012 r. do Kodeksu Pracy została także wprowadzona mała zmiana dotycząca konieczności pracy w niedzielę i święta. Do tego rodzaju pracy zostali zobowiązani wszyscy, którzy wykonują pracę społecznie użyteczną oraz pracownicy jednostek organizacyjnych wspierania rodziny i systemu pieczy zastępczej, zapewniający całodobową opiekę. Ma to związek z tym, by każdy kto potrzebuje pomocy od tego rodzaju instytucji mógł z niej skorzystać i ją otrzymać każdego dnia. Powyżej zostały przedstawione najistotniejsze zmiany w Prawie Pracy, w szczególności w Kodeksie Pracy, które weszły w życie od 1 stycznia 2012 r.
Podsumowując należy wskazać, że większość zmian, które zostały wprowadzone są korzystne dla pracownika, szczególnie zmiany dotyczące wzrostu wynagrodzenia minimalnego i wydłużenia urlopów macierzyńskich oraz ojcowskich. Także przedłużenie okresu, w którym można wykorzystać zaległy urlop jest regulacją wychodzącą naprzeciw potrzebom pracownika.
źródło: Jakie zmiany w Prawie Pracy obowiązują nas w tym roku? |
W naturze ludzkiej leży skłonność do krytykowania wszystkiego dookoła. Około 70 proc. naszych prywatnych konwersacji, to plotkowanie. Pracodawca jednak zawsze może postępować tak, żeby dawać jak najmniej powodów do komentowania i plotek. - Prowadząc jasną i otwartą komunikację z pracownikami, w kwestii planowanych i przeprowadzanych zmian, informując o wydarzeniach w firmie oraz działając w zgodzie z tym co ogłaszamy, możemy zminimalizować ryzyko pojawiania się głosów krytyki – doradza Magdalenia Godyń, HR manager agencji doradztwa personalnego Work Express. - Należy po prostu pracowników traktować jak partnerów - na samym początku zatrudnienia przedstawić im jasne i stałe zasady współpracy, a potem rygorystycznie ich przestrzegać – dodaje. Specjalistka Work Express podkreśla jednak, że nawet takie działania nie wykluczają możliwości pojawienia się negatywnych komentarzy. Co zrobić w sytuacji, gdy w sieci już pojawiły się głosy krytyki na temat pracy w naszej firmie? Najważniejsza jest oczywiście weryfikacja takich sygnałów, bo anonimowe pomówienia mnożą się w internecie każdego dnia i na ich podstawie nie warto podejmować pochopnych decyzji. - Przede wszystkim zapoznać się i bez zbędnych emocji przeanalizować takie komentarze – podkreśla Magdalena Godyń. - Każda informacja zwrotna może być cenna, a zmiana rzeczy wzbudzających komentarze lub negatywne emocje, sprzyja budowaniu wizerunku dobrego pracodawcy. - Zdecydowanie odradzam wdawanie się w zajadłą polemikę, nawet jeżeli oskarżenia są niesłuszne, bo to dla pomawiającego największa satysfakcja. On często żyje właśnie dla tej chwili triumfu, wywołanego czyjąś irytacją – zauważa Artur Ragan, rzecznik prasowy agencji pośrednictwa pracy Work Express. Wszyscy wiedzą już, że do seryjnego publikowania anonimowych komentarzy i pomówień wystarczy dostęp do internetu i trochę wolnego czasu. Dzięki temu znaczenie negatywnych komentarzy spada z roku na rok, bo jest ich coraz więcej i następuje ich dewaluacja. Zyskują serwisy rzetelnie oceniające pracodawców - zamieszczające rzeczowe opinie, które są podpisane imieniem i nazwiskiem. Kandydaci też krytykująInternauci krytykują nie tylko pracę w firmach, ale także formy rekrutacji stosowane przez niektóre przedsiębiorstwa. Każda rzeczowa krytyka procesu rekrutacji powinna zostać rozpatrzona. Jeśli ktoś zgłasza informację, która może pomóc lepiej obsługiwać kandydatów bądź klientów, to należy poprosić o konkrety i ewentualne propozycje zmian. W przypadku procesu rekrutacyjnego należy się przejmować, ale w sposób mądry. Jeśli mamy do czynienia z osobą, której w jakiś sposób uchybiliśmy, naszym obowiązkiem jest zbadać sprawę i wyciągnąć wnioski. - Najlepiej opisać kolejne etapy procesu rekrutacji i podać jego przebieg już na początku – sugeruje Magdalena Godyń. - Jeśli potem proces jest realizowany zgodnie z zapowiedziami, to jest to świadectwo profesjonalnej rekrutacji. Oczywiście w przypadku kandydatów, którzy nie otrzymali propozycji zatrudnienia, ważna jest informacja zwrotna – i to nie prosta regułka dziękujemy za udział w rekrutacji, ale jasna informacja, dlaczego kandydat nie został wybrany. Wówczas kandydaci mogą z tego wyciągnąć wnioski na przyszłość, dzięki tej wiedzy udoskonalić swoje CV i lepiej przygotować się do rozmowy. Na pewno to docenią – mówi specjalistka agencji pracy tymczasowej Work Express. Rozmowa kwalifikacyjna może być także dobrym momentem na zweryfikowanie wielu negatywnych opinii. - To doskonała okazja, aby dopytać o wiele kwestii i wyjaśnić je, nawet powołując się na opinie znalezione w internecie. Może komentarz napisał ktoś, kto nie potrafił porozumieć się ze swoim kolegą w pracy, ale z pracy w firmie był zadowolony? - mówi Magdalena Godyń, HR manager agencji doradztwa personalnego Work Express. Okazuje się, że firmy krytykowane są nie tylko przez byłych, obecnych i niedoszłych pracowników, ale także przez konkurencję. Od czasu do czasu wychodzi na jaw, że niewielkie firmy używają pomówień publikowanych masowo na forach w internecie, żeby np. odstraszyć klientów od dominującego na rynku konkurenta. Podobnie może być z pracodawcami, jeśli rywalizują o zamkniętą grupę kandydatów, którzy posiadają określone kwalifikacje. Opłaca się grać fairZwolnieniu lub nieprzedłużeniu umowy, prawie zawsze towarzyszą negatywne emocje, które mogą eskalować i różnie się przejawiać. Jeśli osoba zwalniająca ma obiektywne powody z przykładami, które były podstawą zwolnienia pracownika i zdaje sobie sprawę, iż każdy jest człowiekiem, a zwolnienie jest trudną sytuacją, wówczas łatwiej przeprowadzić proces derekrutacji. - Dobrze jest także z osobą zwalnianą przeprowadzić tzw. exit interview, aby dowiedzieć się o pozytywnych i negatywnych aspektach pracy w firmie – podpowiada Magdalena Godyń. - Na tej podstawie można ulepszać wewnętrzne procesy w firmie, a równocześnie zapewnić pracownikowi możliwość wypowiedzenia się – podpowiada specjalistka w dziedzinie HR z Work Express, certyfikowanej agencji pracy tymczasowej. Klarowny system ocen i jednoznaczne reguły zatrudniania i zwalniania, oczywiście konsekwentnie przestrzegane, najskuteczniej podnoszą zaufanie pracowników i mogą zapobiec pojawieniu się głosów krytyki. Trzeba pamiętać, że stosunek pracy jest wzajemnym zobowiązaniem się stron do przestrzegania pewnych reguł gry – wypada w tej sytuacji grać uczciwie. - Niestety Pracodawców, którzy grają fair z pracownikami i kandydatami, ciągle jest w Polsce zbyt mało, ale to jest cel, do którego warto dążyć. I najlepiej uzasadnia to rachunek ekonomiczny. Bycie rzetelnym pracodawcą, w dalszej perspektywie po prostu podnosi rentowość firmy – uświadamia Artur Ragan z Work Express. Jak zapobiegać negatywnym komentarzom:
W przypadku rekrutacji:
W przypadku zwolnienia:
Jak reagować gdy pojawią się negatywne komentarze:
źródło: Jak pracownicy oczerniają firmy w internecie |
Projektowanie półki ekspozycyjnej w punkcie obsługi detalicznej (PSD)Nie od dzisiaj wiadomo, że właściwe ustawienie produktów na sklepowej półce może pomóc sprzedać więcej, w krótszym okresie czasu. Dlatego eksperci od Sprzedaży utworzyli specjalną dziedzinę poświęconą temu zagadnieniu, czyli Merchandising. Merchandising jest krótko mówiąc działaniem służącym najlepszemu zaprezentowaniu produktów w sklepach w celu zwiększenia sprzedaży. Badania wskazują, że aż 75% decyzji o zakupie podejmowanych jest w sklepie przy półce. Specjaliści z dziedziny merchandisingu opracowali kilka stref, które zwiększają lub zmniejszają szanse na sprzedaż danego produktu. Strefa schylania: do 80 cmZdecydowanie najgorsza strefa. Na dolnych półkach najlepiej ustawiać większe produkty, które klient łatwiej zauważy albo produkty bardzo tanie i popularne, które i tak będą przez klientów poszukiwane. Nie rekomendujemy ustawiania żadnych produktów Premium, na których zależy producentowi i detaliście. Strefa sięgania ręką: 80 – 120 cmTo dobra, choć nie najlepsza strefa. Produkty przeniesione tu z najniższej półki będą sprzedawały się o 42% lepiej. Idealne miejsce na produkty o średniej cenie lub takie, które mają dobrą, choć nie rewelacyjną sprzedaż. Poziom wzroku : 120 – 160 cmProdukty tu umieszczone są najlepiej widoczne i najlepiej się sprzedają. Warto umieścić tam ten asortyment, który przynosi największe korzyści. Jest to także miejsce, w którym powinny znaleźć się produkty nowe, promowane i te z wysoką marżą. Strefa wysokiego sięgania: powyżej 160 cmZwana także często magazynem sklepu. Można na tej półce powtórzyć ekspozycję z poziomu wzroku (przecież i tak warto mieć więcej tego towaru, który najszybciej rotuje). Psychologia zachowań konsumenckich jest dosyć obszerna, dzisiaj przedstawimy Państwu kilka najprostszych zasad. Półkę czytamy jak książkę – od lewej do prawej, od góry do dołu.Optymalne półki to te na wysokości oczu, tam też umieszczamy produkty najlepiej rotujące i wysoko marżowe. Ekspozycja to cichy sprzedawca i trudno się z tym nie zgodzić, choć często w rynku widzimy produkty, które są liderem w swojej kategorii , a w sklepie są niewidoczne ponieważ schowane są w szufladzie, czasem pod ladą. Pytając dlaczego – słyszymy: bo one się same sprzedają… - tak sprzedają, dopóki konkretny konsument przyjdzie do tego sklepu. I to niestety jest często słyszany komentarz w sklepie. Jak sobie z tym poradzić? Oczywiście jednym z lepszych rozwiązań jest dodatkowa lokalizacja w sklepie np. ekspozytory, obok których Konsument nie przejdzie obojętnie. Takich narzędzi ekspozycyjnych widzimy dużo na rynku, ale czy wszystkie działają? Możesz to sprawdzić organoleptycznie – chociażby kiedy weźmiesz porównanie sprzedaży sprzed wstawienia stojaka i po jego wstawieniu. To że to działa, wiemy już nie od dziś. Na własnej skórze przekonałem się jak narzędzia ekspozycyjne w jednej z marek kosmetycznych mogą podnieść sprzedaż o przeszło 20% rok do roku, gdzie rynek urósł ok 6% w tym samym okresie. Podstawą oczywiście jest dopasowanie narzędzia pod indywidualne potrzeby producenta i PSD. źródło: Merchandising w praktyce |
Firmy nie są już traktowane jak systemy mechaniczne. Teraz są rozumiane, jako złożone żyjące systemy. Jak złożone i dynamiczne systemy istniejące w stanie ciągłych zmian i interakcji ze środowiskiem. Zrozumienie wartości, które każdy system w sobie zawiera jest kluczem do sukcesu. Systemy wartości to motywatory, które kształtują zachowania jednostek, organizacji i społeczeństwa. Stanowią spoiwo pomiędzy pracownikiem, a firmą. Pracownicy poświęcają więcej energii firmie, z której systemem wartości się utożsamiają. Proces ten nabiera na sile, gdy ludzie związani z firmą są współtwórcami systemu wartości firmy, z którego buduje się misje firmy. Mówiąc o ludziach związanych z firmą pamiętam o zarządzie, udziałowcach i klientach firmy. Jednak w tym tekście skoncentruje się na zarządzaniu pracownikami poprzez wartości uwzględniając, że przykład powinien iść od góry. Ze zarząd, dyrektorzy, powinni jako pierwsi dawać przykład i utożsamiać się z firmą. Cały proces powinien zacząć się od:Określenia przez właściciela/dyrektora generalnego lub po prostu propagatora teorii kluczowych wartości będących podstawą strategii i taktyki w biznesie. A następnie ustawić je według hierarchii ważności. Zaangażowanie kadry menedżerskiej do wygenerowanie systemu wartości. Poznanie opinii pozostałych pracowników firmy na temat określonej misji i hierarchii wartości. Uzyskanie informacji czy taka filozofia służy interesom firmy i pracowników. Czy ich zdaniem zapewnia warunki do porozumiewania się i podejmowania decyzji w codziennym życiu firmy. Czy realizacja określonej misji i systemu wartości uczyni pracowników dumnymi z pracy w takiej firmie. Synteza wszystkich propozycji. Określenie ostatecznej wersji systemu wartości i opisanie wskaźników. Uczynienie wszystkich pracowników wspólnikami niezależnie od stanowiska. Pozbywanie się oznak nierówności. Mianowanie wszystkich współtwórcami, współodpowiedzialnymi za firmę. Połączenie osobistych celów z wartościami przestrzeganymi w firmie. Przeprowadzenie szkolenia wdrażającego. Autokrytyka kadry menedżerskiej i poprawa postawy. Rozdanie nowego systemu wartości i misji każdemu pracownikowi. A także instrukcji jak stosować tą filozofię w życiu codziennym pt.: Wskazówki do podejmowania decyzji w oparciu o misje firmy i system wartości. Nagłośnienie poprzez PR zewnętrzny (komunikaty prasowe i TV, umieszczenie informacji na wizytówkach itp.) i promowanie poprzez PR wewnętrzny (gazetka wewnątrzzakładowa, umieszczenie zalaminowanych wydruków w strategicznych miejscach np.: sala konferencyjna) zmian w filozofii firmy. Wyznaczenie koordynatora/rzecznika działań służącego radą i kontrolującego sytuację. Konsekwentne egzekwowanie stosowania systemu wartości. Udzielanie konstruktywnych informacji zwrotnych i redukcja niedociągnięć. Publiczne nagradzanie zastosowania filozofii firmy. Dokumentowanie osiągnięć firmy. Zarządzanie przez wartości daje dużą szansę na: inspirowanie pracowników do maksymalnych wysiłków każdego dnia, czerpanie zysków i dumy przez właściciela firmy, zachęcenia środowiska do interakcji i prowadzenia interesów z tą firmą. A także do powrotu dawnych klientów. Aby pracownicy byli szczerzy i otwarci do rozpoczęcia tego procesu zaproś zewnętrznych konsultantów, propagatorów tych teorii, ludzi otwartych i sympatycznych, osoby łagodne, speców od ludzkiej duszy np.: kontaktowych psychologów z poczuciem humoru. Opisanie systemu wartości i misji firmy może być punktem wyjścia do stworzenia kodeksu etycznego organizacji. Fragment przykładowego kodeksu etycznegoKODEKS ETYCZNY Kodeks Etyki jest zbiorem norm moralnych, którymi winien kierować się w swoim postępowaniu i pracy każdy pracownik organizacji X.
Punktem wyjścia dla etyki pracownika organizacji X jest etyka w ogóle, po prostu ludzka. Urzędnik jest bowiem człowiekiem i spełnia szczególną rolę wobec innych ludzi. Etyka wskazuje jak ludzie mają postępować w życiu, aby czynić dobrze, a unikać zła. Poszanowanie godności osoby w relacjach międzyludzkich i w życiu społecznym określa ogólnie charakter dobra i zła działań ludzkich. Kodeks zawiera jasne zasady, którymi powinni kierować się pracownicy organizacji podczas wykonywania obowiązków służbowych. Zebrane i spisane w nim normy z pewnością nie wyczerpują wszystkich możliwych sytuacji i towarzyszącym im zachowań – nie stanowi on, zatem katalogu zamkniętego, prostej recepty postępowania. Wskazuje natomiast na takie wartości i wynikające z nich zachowania, jakimi winien cechować się każdy człowiek bez względu na sytuacje, w jakich może się znaleźć. Ma być wzorcem i wyznacznikiem zwyczajnych reakcji w kontaktach pracownik organizacji X z środowiskiem lokalnym lub inną osobą zainteresowaną. Kodeks jest, zatem oczekiwaniami minimum kształtującymi wizerunek pracownika organizacji. Jednocześnie w kodeksie tym określone są konsekwencje łamania zasad kodeksu i przywileje wynikające z wyjątkowo sumiennego postępowania. § 1 Cele kodeksu etyki Poszanowanie tych wartości i przestrzeganie zasad służy budowaniu efektywnej, uczciwej i przyjaznej organizacji. Chce, by dzięki wdrożeniu kodeksu etyki mieszkańcy nabrali większego zaufania do organizacji. Spisanie norm będzie konkretnym działaniem mającym na celu ustanowienie standardów postępowania, których powinni przestrzegać pracownicy Ogłoszenie kodeksu etyki będzie informacją dla lokalnej społeczności o standardach postępowania, jakie mają prawo oczekiwać od przedstawicieli organizacji. Określenie konsekwencji działania daje poczucie bezpieczeństwa u pracowników. Wiedzą, czego mogą się spodziewać w reakcji na swoje zachowanie. Jaki jest wachlarz nagród i kar § 2 Rola, jaką pełni organizacja w środowisku ………………………………………………………………………………………………………… § 3 Zasady wyznaczające standardy postępowania pracowników …………………………………………………………………………………………………………… § 4 Standardy pracy .………………………………………………………………………………………………………… § 5 Określenie minimalnych granic, czyli zachowań nieakceptowanych …………………………………………………………………………………………………………… § 6 Określenie maksymalnych preferencji, czyli postaw i zachowań wykraczających ponad obowiązek pracy …………………………………………………………………………………………………………… § 7 Procedura postępowania w razie naruszenia przez pracownika kodeksu etyki ………………………………………………………………………………………………………… § 8 Procedura postępowania w razie wyróżniania się pracownika szczególnie etycznym zachowaniem, wykonywania zadań wykraczających ponad obowiązek pracy. …………………………………………………………………………………………………………… § 9 Sposoby informowania o przypadkach naruszenia Kodeksu Etyki. ………………………………………………………………………………………………………… § 10 Sposoby informowania o przypadkach wyróżniania się pracownika. …………………………………………………………………………………………………............... § 11 Do zadań osoby/ komisji pilnującej norm należy: ………...………………………………………………………………………………………………… § 12 Zakończenie i zaproszenie do wyjaśniania ewentualnych wątpliwości. …………………………………………………………………………………………………………… Z poważaniem …………………………………………………………………….………………… (własnoręczny podpis wszystkich twórców kodeksu) źródło: Jaka jest rola systemu wartości w zarządzniu ludźmi |
Systemy Wymiany Linków (SWL) powstały po to, by poprzez generowanie dużej ilości odnośników do serwisu z zewnętrznych stron, utrzymywać jego wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania. Najprawdopodobniej ich nadmierne wykorzystanie było przyczyną ostatnich wydarzeń. Jednak same linki to nie wszystko. Czynnikiem decydującym o pozycji strony internetowej jest PageRank (PR) - algorytm opracowany przez Google służący do oceny jakości indeksowanych serwisów. Ta, prawdopodobnie najpilniej strzeżona tajemnica wyszukiwarki, bierze pod uwagę wiele czynników, które pozwalają dokonać oceny. Wśród nich duże znajdują się wspomniane wcześniej linki. Pierwszy bierze wszystkoPierwsze miejsce w Google, zwłaszcza dla sklepów internetowych oraz porównywarek cen, jest kluczowym czynnikiem, wpływającym bezpośrednio na wielkość sprzedaży. To właśnie dzięki niemu klienci najczęściej trafiają do sklepu w poszukiwaniu interesującego ich towaru. Prawdą jest, że bez pozycjonowania żaden serwis nie będzie w stanie utrzymać się zbyt długo na pierwszej stronie wyników wyszukiwania, zwłaszcza jeśli jest on młody i stosunkowo niewielki. Właśnie z tego powodu wielu przedsiębiorców z branży e-commerce decyduje się na korzystanie z SWL-i. Dzięki nim mogą oni w łatwy sposób i niedużym kosztem, wygenerować w krótkim czasie bardzo dużą liczbę linków zwrotnych. Nie jest tajemnicą, że Google nie popiera takich działań. Istnieją jednak metody, które pozwalają zoptymalizować sklep na tyle, by był przyjazny wyszukiwarce i znalazł się na jednym z pierwszych miejsc w wynikach wyszukiwania. Oczywiście, duża ilość linków prowadzących do sklepu jest jak najbardziej wskazana i można je pozyskać w sposób niebędący w sprzeczności z regulaminem Google. Korzystając z nich możemy uchronić się przed konsekwencjami, które spotkały gigantów polskiego e-commerce. Jednak zanim rozpoczniemy zbieranie linków należy zadbać o podstawy, bez których pozycjonowanie nie ma sensu. Sklep przyjazny dla wyszukiwarkiPrzed pozycjonowaniem warto sprawdzić czy serwis jest przyjazny dla wyszukiwarki. Kilka drobnych zmian w jego strukturze, powinno w dużym stopniu wpłynąć na jego pozycję w rankingu. Warto też poznać narzędzia i wskaźniki, które posłużą do monitorowania działań SEO. - Najważniejszy jest PageRank. W sieci istnieje wiele stron, dzięki którym można go sprawdzić. Kolejny kluczowym parametrem jest liczba linków zwrotnych (backlinks). Im więcej wartościowych, zróżnicowanych linków, tym lepiej. Dobrze też jest znać wiek domeny. Można to łatwo sprawdzić w przy pomocy jednej ze stron wyświetlających informacje WHOIS. W tym przypadku starszy wiek wpływa pozytywnie na domenę i ocenę, którą otrzyma ona od Google. Sklep powinien być spójny z wytycznymi W3C – międzynarodowej organizacji standaryzującej – tłumaczy Jolanta Żochowska z DeCommerce. Zgodność tę można sprawdzić w ogólnodostępnych serwisach internetowych, które wskazują błędy w kodzie źródłowym oraz sposoby ich naprawienia. Znajomość tych parametrów oraz ich okresowa kontrola pozwoli na ocenę efektów działań pozycjonerskich. Najpierw zadbaj o swoje linki…W samej wymianie linków nie ma nic złego, jednak zanim do tego przystąpimy, należy zadbać o te generowane przez nasz sklep. Muszą one być tworzone w przejrzysty sposób oraz łatwe do indeksowania. Jeżeli przykładowy adres sklepowych podstron wygląda w ten sposób: www.mojastrona/survival/latarki/latarka_led_iskierka_HD.html, to wszystko jest w porządku i nie należy nic zmieniać. Gorzej, jeśli ich struktura jest niezrozumiałym ciągiem znaków, jak np. w przypadku tego adresu: www.mojastrona/id3/4wd2-1.html. W takiej sytuacji, jedynym rozwiązaniem jest wdrożenie systemu przyjaznych linków. Podstawy, o których często się zapominaZnaczniki meta, które powinna zawierać każda poprawnie skonstruowana strona, służą do przechowywania podstawowych informacji pomocnych przy indeksowaniu przez Google. Pozwalają one na zapisanie np. nazwy stronny, słów kluczowych, a także jej krótkiego opisu. - Aktualnie można spotkać się z opiniami, że Google nie bierze ich pod uwagę, jednak nie jest to informacje potwierdzona, dlatego warto je dodać. Większość platform do obsługi sklepów internetowych pozwala na definiowanie słów kluczowych z poziomu serwisu, bez konieczności edycji kodu html. Użytkownik to nie wyszukiwarkaPodczas tworzenia tekstów oraz opisów produktów webmasterzy często zapominają o tym, dla kogo tak naprawdę one są. Naszpikowanie ich słowami kluczowymi jest skuteczne, ale tylko na krótka metę. Algorytm obliczający wartość strony jest na to mocno wyczulony i strona, która posiada ich za dużo może uzyskać niską ocenę. Poza tym, nagłówki i tytuły stron czytają przede wszystkim użytkownicy i to od nich zależy czy zdecydują się na zakup. Tworząc teksty w sklepie internetowym należy bardzo ostrożnie wybierać i umieszczać słowa kluczowe. Nie wolno używać ich zbyt dużo i często. Tak przygotowany sklep ma dużo większe szanse niż te wspomagane sztucznie generowanymi odnośnikami. Ma on też szansę na uzyskanie linków zwrotnych z innych serwisów z wysokim PageRankiem, których nawet mała ilość może okazać się dużo bardziej pomocna. Dopiero teraz można rozpocząć wymianę linków. Sposoby na bezpieczną wymianę linków przedstawimy w kolejnym poradniku w przyszłym tygodniu. źródło: Jak uchronić sklep internetowy przed blokadą Google? |
W rozmowach z klientami powinniśmy otwarcie mówić o cenie oferowanego produktu lub usługi. Pamiętajmy o tym, że ukrywanie ceny niekoniecznie działa na naszą korzyść, a może wręcz zaszkodzić. Klienci będą podejrzewać, że twój produkt musi być drogi, skoro nie wspominasz o cenie. Poza tym istnieje ryzyko, że w trakcie spotkania klient straci zainteresowanie tym co mówisz, bo zacznie się zastanawiać nad kosztami.
Richard Denny jest ekspertem z obszaru sprzedaży uznawanym za jednego z najlepszych mówców motywacyjnych w Europie. 16 kwietnia 2012 r. pod hasłem "Zwiększ sprzedaż, pokonaj przeciwności rynku. Najlepsze praktyki i skuteczne metody działania" poprowadzi XXXV seminarium z cyklu Autorytety. Więcej informacji www.autorytety.com.pl źródło: Jak przekonać klientów do ceny? |
Aplikacje bazujące na geolokalizacji to coraz popularniejsza oręż w ręku marketerów. Z możliwości tych korzystają zarówno duże sieci handlowo – rozrywkowe, oferując zniżki, promocje i atrakcyjne oferty, jak również małe i lokalne biznesy np. z branży usługowej czy gastronomicznej. Główne zalety to przede wszystkim precyzyjne dotarcie do konkretnego użytkownika, a także wygoda i szybkość działania. Nie bez znaczenia są również czynniki typowo PR-owe - meldowanie się w danym miejscu to jedno z najpopularniejszych dziś narzędzi marketingu wirusowego. Okazja czai się tuż za rogiem...Korzyści płynących z geolokalizacji dla indywidualnych użytkowników jest wiele. Logując się do aplikacji, dana osoba otrzymuje powiadomienia na temat aktualnej oferty handlowej i promocyjnej, dotyczącej miejsc w najbliższej okolicy. Informacje wyświetlają się w sposób syntetyczny – użytkownik nie musi przeglądać stron internetowych, lecz całość komunikatu widoczna jest tylko za pomocą przewinięcia ekranu. Niektóre z programów, pozwalają na przesyłanie klientom kodów promocyjnych lub kuponów rabatowych, uprawniających do promocyjnego zakupu. Natomiast geolokalizacja w formie check in urasta dziś do rangi programów lojalnościowych. Meldując się w określonym miejscu, użytkownik może liczyć na zniżki czy oferty premium. Nie jest tu potrzebna żadna karta klienta, czy inny identyfikator. Dane na temat meldunku rejestrowane są w specjalnym systemie, który obsługuje aplikację zintegrowaną z danym miejscem lub lokalem. Check inCheckinowanie to po prostu oznaczanie przez użytkownika na mapie swojego aktualnego miejsca pobytu. Funkcja ta dostępna jest z poziomu aplikacji mobilnej zintegrowanej z konkretnym serwisem z funkcją geolokalizacji. Miejsce pobytu takiej osoby, wyświetla się w formie znacznika na mapie, wraz z podaniem adresu i nazwy konkretnego miejsca. Korzyść odnosi nie tylko dana osoba, ale także lokal w którym się ona znajduje – meldowanie się, to jeden ze sposobów budowania wizerunku marki oraz bardzo autentyczne i samoczynne narzędzie marketingu szeptanego. Rozszerzona rzeczywistośćJeszcze więcej możliwości daje połączenie geolokalizacji z augmented reality. Rozszerzona rzeczywistość, to mówiąc ogólnie połączenie świata rzeczywistego z wirtualnym. Użytkownik, korzystając z aparatu w telefonie komórkowym, może sfotografować dane miejsca, zaś specjalny program wyświetli na wyświetlaczu dodatkowe, komputerowo tworzone, elementy rzeczywistości. Na tej bazie w przeciągu ostatniego roku powstało wiele ciekawych projektów – począwszy od gry miejskiej – gdzie wirtualna mapa wyświetlana jest za pomocą aplikacji mobilnej, trasa do przebycia korzysta z funkcji geolokalizacji użytkownika, zaś cel gry widoczny jest tylko i wyłącznie po zeskanowaniu danego miejsca za pomocą aparatu w telefonie komórkowym, aż po opisywanie adresów czy informacji o firmie (w formie chmurki, która pojawia się na wyświetlaczu telefonu po sfotografowaniu danego budynku). Prywatność na sprzedażW kwestiach związanych z geolokalizacją jednym z najbardziej drażliwych tematów jest problematyka prywatności. Dodawanie checkinów sprawia, że miejsce pobytu użytkownika jest widoczne dla wszystkich, którzy również korzystają z danego serwisu i znają login konkretnej osoby. Pewnym rozwiązaniem jest tu nadawanie ograniczeń w udostępnianiu informacji. Użytkownik może określić, którzy z jego znajomych mogą widzieć informacje dotyczące jego aktualnej lokalizacji. Jakie korzyści geolokalizacja daje marketerom?Naczelna zasada stanowiąca fundament skutecznych działań marketingowych brzmi: Poznaj swoich klientów. Korzystając z opcji geolokalizacji takie działanie staje się możliwe. Aplikacje z funkcją geo, zintegrowana z konkretnym serwisem, na którym każdy z użytkowników musi się uprzednio zalogować, to doskonałe narzędzie do zbierania informacji na temat klientów. Poprzez śledzenie checkinów, możemy dowiedzieć się, kto faktycznie korzysta z naszej oferty, oraz jaki jest profil naszych klientów. Pozwala to na redefinicję grupy docelowej oraz jeszcze skuteczniejsze targetowanie działań marketingowych. Kolejny plus to gwarancja, że konkretna informacja dotrze do określonej osoby. Każdy, kto na swoim smartfonie będzie miał włączoną aplikację otrzyma powiadomienie z konkretną ofertą. Kolejny plus to wreszcie możliwość pełnej automatyzacji programów lojalnościowych – meldowanie się, jest rejestrowanie w systemie i nie wymaga posiadania przez użytkownika karty klienta, czy zbierania kodów bądź naklejek.
źródło: O krok od okazji #8211; potencjał geolokalizacji |
Cudownie byłoby mieć klientów tak zaangażowanych w markę, że samo używanie twojego produktu sprawiałoby im frajdę tak wielką, że rezygnowaliby z innych przyjemności życia. Elegancka impreza. Panie w wieczorowych sukniach, panowie pod krawatem. Mężczyzna zobaczył piękną kobietę, ona patrzy zalotnie w jego kierunku – od razu wiadomo, że coś z tego będzie. Zaczynają rozmowę, wędrują razem pośród tłumu, ale party ma się ku końcowi. On pyta więc, czy może odwieźć ją do domu. Daleko mieszkam… – pro forma oponuje kobieta, ale jemu to oczywiście nie przeszkadza. Wsiadają do jego nowego renault i jadą, rzucając sobie figlarne spojrzenia. Gdy dojeżdżają, ona wprawdzie wysiada, ale odwraca się jeszcze, pochyla ku przystojnemu kierowcy i pyta, czy nie wszedłby na górę. Nie, dziekuję. Chciałem się tylko przejechać odpowiada dżentelmen i odjeżdża, wprawiając ją w stan konsternacji. Zostawił piękną kobietę dla auta! To zeszłoroczna reklama marki Renault. W założeniu żartobliwa, zawiera jednak w sobie ziarno gorzkiej prawdy. Kiedyś takie sytuacje zdarzały się – zasiadaliśmy z wypiekami na twarzy przed telewizorem, by obejrzeć najnowszy Teatr Telewizji czy wyczekiwany film. Dziś mam ponad trzysta telewizyjnych kanałów, do tego serwisy VOD (Video On Demand) oraz internet – nie muszę czekać na nic. Powiem więcej: ilość cyfrowych przeszkadzajek sprawiła, że nie mam nawet specjalnie czasu skupić się na konkretnej rzeczy, marce. Nawet gdybym chciał. Dobrobyt, oszałamiająca ilość produktów na półkach sklepowych sprawiły, że jako konsumenci może i jesteśmy zadowoleni, ale przeżywamy dość poważny kryzys zaangażowania. Kryzys, który szkodzi markom. Firmy robią wszystko, by sobie z nim poradzić, ale to błędne koło – coraz większa ilość coraz bardziej atrakcyjnych reklam sprawia jedynie, że jeszcze bardziej chcę gonić za kolejną błyskotką. Jak z tego wybrnąć?Masz dzieci? Jeśli masz własne dzieci poniżej dziesiątego roku życia, możesz wykonać ten eksperyment samodzielnie. Jeśli nie, wproś się do kogoś, kto je ma. Wproś się w czasie kąpieli, najlepiej w sobotni wieczór, kiedy wszyscy mają odrobinę więcej czasu. Obserwuj, jak bawi się dziecko w wannie. Jak przez godzinę potrafi pluskać się w wodzie, wymyślać zabawy z pianą, robić przedstawienie z gumową rybką. Kilka przedmiotów w otoczeniu dziecka ma jego niepodzielną uwagę – to, na co patrzysz, to totalne zaangażowanie. Takiego zaangażowania szukamy właśnie jako dorośli. Skąd je wziąć? Odpowiedzią jest zabawa, frajda. Coś, co Anglicy określają mianem play – to słowo odpowiada wymowie naszego słowa gra w połączeniu z zabawą. Play to recepta na czyste, pełne zaangażowanie. Trend marketingowy (choć nie tylko), w którym zmieniamy zwykłe czynności w gry, to grywalizacja, o czym pisałem na tych łamach w zeszłym roku. Harvard Business Review uznał grywalizację za jeden z najważniejszych trendów marketingowych 2011 roku. Od tego czasu mechanizmy znane z gier zaczęły być wykorzystywane przez korporacje takie jak Microsoft czy Honda, zaczęły być także adaptowane w mniejszych firmach. Nie słyszymy jednak o spektakularnych sukcesach grywalizacji. Dlaczego? Problem polega na tym, że spora część implementacji skupia się na mechanizmach, zostawiając z tyłu frajdę i play. A w grywalizacji nie chodzi o punkty, poziomy czy tabelę wyników. Chodzi o połączenie gry i zabawy, o dodanie elementu frajdy do produktu lub marki. Grywalizację można robić bez punktów. Definicja, o której nie wolno zapomniećJohan Huizinga, holenderski historyk i językoznawca, zasłynął jako autor wydanej w 1938 roku książki Homo ludens, w której analizował oddziaływanie gier i zabaw na kulturę. W swojej pracy Huizinga pokusił się o zdefiniowanie elementu play. Ludzie, którzy dziś zabierają się do grywalizacji, powinni na tę definicję zwracać baczną uwagę. Co w niej było? Gra jest dobrowolnaPierwszą i najważniejszą składową zabawy jest jej dobrowolność. Nie można zmusić kogokolwiek, by się dobrze bawił. Wprowadzanie elementów grywalizacji jako obowiązkowych składników produktów czy usług jest z gruntu skazane na porażkę. Dotyczy to zwłaszcza implementacji w korporacjach. W jaki sposób mierzyć zaangażowanie, jeśli każemy ludziom robić to czy owo? Dobrze zaplanowana grywalizacja jest na tyle atrakcyjna, że ludzie chcą się w nią angażować sami z siebie. Przystąpienie do gry jest procesem oddolnym, ludzie sami zapraszają swoich znajomych – nie dla nagród, ale dlatego, że autentycznie wierzą, iż dzielą się z tymi znajomymi frajdą. Warto to powtarzać do znudzenia, zwłaszcza przy zastosowaniach grywalizacji w edukacji. Przekonanie, że nauka to krew, pot i łzy jest bardzo silnie zakorzenione w akademickich środowiskach, a przenikanie nauki i frajdy jest tam traktowane jak herezja. Gra jest oddzielona od zwyczajnego świataJeśli myślisz, że gra, zabawa, frajda i play to pojęcia zarezerwowane dla dzieci i mało poważnych ludzi, to jest miejsce, gdzie zrewidujesz swój pogląd. Huizinga w Homo ludens mówi o koncepcji magicznego kręgu, który oddziela świat realny od nierzeczywistego świata gry. Magiczny krąg to oczywiście przenośnia – obszar ten nie musi być kręgiem, nie musi być też fizyczną przestrzenią. Choć bywa – weźmy na przykład boisko piłkarskie. Wejście do kręgu – czy to fizyczne przekroczenie linii, czy mentalne wkroczenie do świata gry – niesie ze sobą pewne konsekwencje. Po pierwsze, jak pisałem wyżej, jest dobrowolne. Po drugie, oznacza zgodę na panujące w świecie gry reguły. Ludzie przywiązywali od zawsze całkiem sporą wagę do magicznych kręgów. Nie wierzysz? Odwiedź Stonehenge. Nadal uważasz, że gry i zabawy to zajęcie jedynie dla dzieci? Nie zapomnij o narracji!Tym, co dziś oddziela świat gry od tego realnego, jest narracja. Jednocześnie historia czy opowieść to jeden z tych elementów, o których najczęściej zapominają ludzie implementujący grywalizację. Wprowadzenie punktów czy tabel wyników może angażować ludzi przez jakiś czas – lubimy nowości, więc twórcom systemu może się wydawać, że wszystko jest w porządku. Problem pojawia się, kiedy nimb nowości się ulotni. Klienci zaczynają sobie zadawać pytanie, dlaczego mieliby się w ten czy inny program angażować. Co zostaje? Niewiele… Problem braku narracji dostrzegają najwięksi, bo nie uniknęli wcześniej popełnienia tego samego błędu. Microsoft zaimplementował grywalizację w proces nauki Microsoft Office, tworząc grę Ribbon Hero. Część pierwsza polegała na zdobywaniu punktów i odznak za wykonywanie określonych czynności wewnątrz pakietu Office. Zmień marginesy w stronie Worda było jednym z wyzwań. Zrobione? Dostajesz punkty, a za określoną ich liczbę dostaniesz nawet odznakę Ekspert Worda. Ale co z tego? Gdzie tu frajda? Dlaczego – pytali klienci – mamy w ogóle się w to angażować? Microsoft poszedł po rozum do głowy i w drugiej części gry przedstawionej w 2011 roku mamy już porządną fabułę. Mamy bohatera – jest nim znany z poprzednich wersji Office sympatyczny spinacz Clippy. Wielka Przygoda Clippy’ego to właśnie Ribbon Hero 2. Dużo większa frajda niż część pierwsza. Warto się uczyć od Microsoftu… Co jest nagrodą w grze?Wygraj iPada 2 (lub inny gadżet) – tak konstruowana jest większość gier lub konkursów. Źle. Dlaczego? Po pierwsze: drogo. Po drugie: mało efektywnie. Organizatorzy konkursów powiedzą wam, że takie nagrody generują małe zaangażowanie, a sam udział w konkursie jest traktowany raczej w kategoriach upierdliwość niż frajda. Jak na wyścig o zaangażowanie jest co najmniej słabo. Skąd się biorą problemy?Przede wszystkim z braku zrozumienia tego, jak i o co gramy. W latach 60. ubiegłego wieku francuski socjolog Roger Caillois napisał książkę Les jeux et les hommes (Gry i ludzie), w której podzielił nasze gry na kilka kategorii. Warto pełnymi garściami czerpać z tego opracowania. Co tam znajdziemy? Caillois wyróżnił cztery formy grania: Agon, czyli współzawodnictwo. To wszystkie te gry, w których ścigamy się z innymi, mamy zwycięzców i przegranych. Jednak nie wszyscy chcą tak grać. Alea (łac. kości) to gry losowe, loterie. Tu nie gramy przeciw innym ludziom, rzucamy raczej wyzwanie losowi. Niewiele zależy od samych graczy, ale element niepewności jest mocno elektryzujący. Mimesis to naśladowanie, wcielanie się w rolę. Z jednej strony możemy konsumować tę zabawę biernie (np. obserwując przedstawienie w teatrze), z drugiej możemy chcieć sami pokierować losami wymyślonego bohatera (bądź na te losy wpłynąć, jak w przypadku Clippy’ego). Ilinx to gra, w której pokonujemy samych siebie i nasze słabości. Skok na spadochronie, kurs tańca czy… Angry Birds. Efektem jest katharsis, oczyszczająca przemiana, która czyni z nas lepszych ludzi. Większość dobrze zaplanowanych gier łączy ze sobą poszczególne formy grania, angażując ludzi na różnych poziomach. Zwróć uwagę, że zaplanowanie takiej grywalizacji wznosi twoją markę na zupełnie inny poziom frajdy niż proste dodanie punktów i nagród. Jest więcej. Twoi klienci muszą uwierzyć, że właśnie dzięki twojej marce staną się lepszymi ludźmi. To jest fundament zaangażowania – ludzie będą rozumieć, dlaczego warto ci poświęcać czas i uwagę, zasoby niemal bezcenne w dzisiejszym zabieganym świecie. Zanim to się jednak stanie, ty sam musisz poświęcić sporo czasu i uwagi, by mechanizmy zaangażowania stworzyć. I nie opieraj się tylko na punktach i nagrodach, dobrze? Bo mężczyzna, który prowadził renault na początku tego artykułu, na pewno nie dostawał za to punktów (no, chyba że karne).
źródło: Punkty i nagrody to za mało |
Ostoją dynamicznego wzrostu tych firm jest nic innego, jak bardzo hermetyczna koncentracja na rentowności. Oczywiście nie mam z tym żadnego problemu. Sam jestem przedsiębiorcą i tym samym skupiam się na wypracowaniu zysku. Ale zaczynam zauważać, że wcale nie orientacja na udoskonalaniu mojej oferty odgrywa najistotniejszą rolę w sprzedaży, a zaangażowanie wszystkich współpracowników w tzw. ADHD marki. Można to przyrównać do permamentnego wypracowywania wartości dodanej. W przypadku naszej firmy edukujemy rynek chociażby poprzez witrynę strategyjournal.pl, prowadzimy szkolenia, realizujemy badania konsumenckie (kondycjamarketingu.pl, movedo.pl/shoopingshow). Dajemy więcej za mniej. Próbujemy jako firma zrozumieć istotę sprzedaży. Chcę zwrócić uwagę na to, że “fokusowanie się managerów na tylko doraźnym sprzedawaniu jest bardzo krótkowzroczne. Świat mocno się zmienił i zmienia nadal, przez co coraz trudniej będzie firmom konkurować ze sobą na poziomie technologicznym lub produktowym stricte. Jeśli tylko coś ktoś wypuszcza na rynek innowacyjnego od razu pojawiają się imitatorzy, którzy to samo oferują za połowę ceny. Nie można z tym wygrać. Trzeba się pogodzić, ale też znaleźć rozwiązanie, jak temu zaradzić w inny sposób. Strategia zrównoważona jest już tendencją na rynkach zagranicznych. Firmy wypracowują takie koncepty strategiczne, aby w równym stopniu współdziałały na korzyść otoczenia. Przy czym efekty, w tym również te finansowe, są o niebo większe dla firmy, bo działania te stają się pewnego rodzaju modelem budowania trwałych więzi z klientem. Firmy dzieląc się swoim zyskiem lub angażując we wspólne problemy niebywale zyskują na sympatii swoich konsumentów. Docelowo tacy klienci stają się prawdziwie lojalnymi bez konieczności dawania im dodatkowych korzyści na zasadzie punktów, specjalnych promocji, etc. Kampanie CSRowe (corporate social responsibility) zaczynają nie tylko być standardem, ale również sposobem na komunikację marki. Cieszy fakt, że na rodzimym rynku zaczynają pojawiać się takie strategie. Dla przykładu marka Żywiec Zdrój i akcja “Po stronie natury jest tak samo pro-sprzedażowym, jak i wizerunkowym działaniem. Sprzedażowym dlatego, że przecież kupując tę właśnie wodę mogę wziąć udział w szlachetnej kampanii. Akurat jestem zwolennikiem dbania o środowisko naturalne więc i stałem się ich klientem. Przywołana marka jest dowodem na to, że można w sposób zintegrowany dobrze wyróżnić się na rynku i pogodzić to z bardzo sensowną polityką marketingową. Szkoda jedynie, że takich “rodzynków jest na polskim rynku tak mało. Z żalem patrzę na równie ciekawą ideę marki HoopCola “Otwórz się na innych, bo gołym okiem widać, że brakuje wystarczających funduszy, aby przebić się z tą koncepcją szerzej. Spójrzmy też na światowe marki, gdzie Adidas, Nike integrują się ze swoimi konsumentami. Wchodzą niejako w ich ekosystem. Co prawda polski oddział Adidas’a zaliczył ostatnio niebagatelną wpadkę, ale w ujęciu globalnym idea streetartu oddaje ducha tej marki i tym samym jest bardzo skuteczną odpowiedzią na aktywności Nike w świecie biegaczy. Czas najwyższy aby polskie przedsiębiorstwa odważyły się na podobne działania, które w dużo większym stopniu gwarantują lojalność obecnych i przyszłych klientów, w przeciwieństwe do sztampowych akcji reklamowych oraz krótkoterminowych działań. Wszyscy jesteśmy konsumentami i wszyscy gdzieś pracujemy. Zatem wszyscy oceniamy rynek, firmy, innych pracowników, specjalistów, managerów. Wszyscy dajemy się wciągać w emocjonalne więzi z daną marką. Wszyscy każdego dnia dokonujemy wyboru wielu dziesiątek ofert na półkach sklepowych, w salonach samochodowych, czy w galeriach handlowych. Biznes staje się transparentny, a takie narzędzia jak social media przemieniają naszen firmy w podmioty, które muszą zacząć liczyć się ze zdaniem swoich konsumentów. Przedsiębiorstwa muszą zacząć liczyć się z tym, jak dużą rolę zaczyna odgrywać skomasowana opinia publiczna. Gdyby założyć, że partia Prawo i Sprawiedliwość jest firmą, to proszę spojrzeć jaki popłoch wywołała burza wokół zakupów w sieci Biedronka. Stratedzy tej partii raczej nie byli przygotowani, że temat może się obrócić przeciwko nim i urosnąć do wiadomości dnia, czy nawet tygodnia. Gdyby znowu spojrzeć od strony managerów Biedronki – spotkała ich nielada gratka, bo za pośrednictwem mediów ten jeden happening polityczny przyciągnął uwagę milionów konsumentów, których nie sposób byłoby zwabić za sprawą nawet prze-kreatywnej reklamy. Myślenie strategiczne powinno obejmować całokształt działań w firmie. Od tego, gdzie jesteśmy, przez co chcemy osiągnąć, po jakie czyhają na nas zagrożenia i ewentualne, potencjalne szanse. Dopiero wówczas można sprawnie zarządzać i być świadomym wielu możliwych sytuacji. Dla przykładu trzeba tu wspomnieć o Japonii. Towarzyszący katastrofie w Fukushimie spokój i opanowanie ludności to lata przygotowywania Japończyków na tego rodzaju tragicznego zdarzenia. Widać ich szczery ból i czystą, ludzką złość, ale mimo to bardzo pokornie podchodzą do porządkowania swojego kraju. Strategia zrównoważona jest swego rodzaju określeniem pozycji rynkowej firmy względem zmieniającego się świata, oczekiwań konsumentów, a zarazem tych czynników, które mają realny wpływ na wizerunek przedsiębiorstwa. Strategia zrównoważona operuje na styku potrzeb biznesowych i korzyści dla klientów. Strategia ta uwzględnia potencjał teraźniejszy z potencjałem przyszłościowym. Spaja wizję przedsiębiorstwa z jego pracownikami. Pozwala się angażować i jednocześnie uczyć oraz udoskonalać swoim pracownikom. Działa na rzecz lokalnej społeczności, bądź środowiska naturalnego. To strategia wymuszająca poniekąd większe zaangażowanie się organizacji w świat konsumentów. Ale przede wszystkim to strategia dryfująca wokół tych samych wartości, ale jednocześnie elastycznie dobierająca formy i narzędzia, za pomocą których te wartości firma będzie wyrażać. Jestem bowiem coraz bardziej przekonany o tym, że już nie wystarczy samo myślenie strategiczne, które przeistoczy się w firmie w coś w rodzaju zaplanowania wszystkiego od a do z. Nadrzędne wydaje się obecnie nabycie umiejętności szybkiego reagowania na zmiany. Dokonywania szybkiej analizy i wyciągania właściwych wniosków, bo świat w którym żyjemy pędzi zbyt szybko, i niejako zmusza nas do tego, aby za nim gonić. Niepotrzebnie. Wystarczy przygotować się na te zmiany. Spodziewać się, że “jutro może spotkać nas tyle samo dobrych rzeczy, co złych. Przedsiębiorstwa w niedalekiej przyszłości będą zmuszone do działania w warunkach sztormowych na codzień.
źródło: Strategia zrównoważona |
Nikogo chyba nie dziwią już zakrojone na bardzo szeroką skalę kampanie reklamowe, posługujące się złożonymi strategiami selekcji odbiorców – ale przede wszystkim atrakcyjną, interaktywną oprawą graficzną, często niemal przelewającą się przez okno przeglądarki. Obserwacja, że Internet stał się najbardziej wpływowym medium, jeszcze niedawno ryzykowna, dziś zakrawa na banał. Szczególnie, że możliwości Internetu zwiększają się każdego dnia. Jedną z najciekawszych nowinek na polskim rynku jest rozwijająca się oferta serwisów OTT (z angielskiego sformułowania ‘over-the-top’, oznaczającego materiały wideo zamieszczone w sieci). Specjaliści nie mają żadnych wątpliwości – już niedługo OTT będą miały większą skalę oddziaływania niż inne środki masowego przekazu. Nowe medium to oczywiście także znakomita przestrzeń dla marketingu. Przecież większa część z generowanego zysku będzie pochodziła właśnie z środków na reklamę. To jednak opcja, która przynosi niewątpliwe korzyści wszystkim zainteresowanym stronom. Specjaliści z zakresu sieciowego marketingu są pełni optymizmu. Serwisy OTT to znakomita okazja, by wzbogacić arsenał internetowej reklamy jednego z krajowych liderów w dziedzinie wdrożenia i wykorzystania nowoczesnych technologii marketingowych. Umiejętność orientowania się w pojawiających się trendach i takiego nimi operowania, by zmaksymalizować finalny efekt, są podstawą skutecznej rywalizacji na rynku elektronicznego marketingu. OTT są tu znakomitym przykładem. Technologia, która jest jeszcze dość mało znana, a która oferuje znakomite możliwości reklamowe, warta jest szczególnej uwagi. Tylko firmy potrafiące wykorzystać tę okazję staną się atrakcyjne dla potencjalnego klienta. To pewnie o tyle prawda, że emisja marketingowych treści w serwisach OTT przynosi reklamodawcy szereg profitów. Fakt, że to telewidz decyduje, co będzie oglądał, znacząco ułatwia sprofilowanie grupy docelowej i dotarcie ze swoimi spotami do właściwych odbiorców. Rosnące możliwości sprzętu pozwalają obecnie przygotować reklamę równie atrakcyjną jak reklama telewizyjna – a opcjonalne wzbogacenie jej o interaktywne moduły tym bardziej zwiększa zainteresowanie potencjalnego klienta. Inną zaletą jest skrócenie dystansu pomiędzy klientem i produktem: w wypadku tradycyjnej reklamy telewidz musi się zainteresować, zapamiętać nazwę produktu i na własną rękę zdobyć potrzebne informacje; w wypadku Internetu wystarczy jedno kliknięcie, by przenieść się na stronę reklamodawcy. Również ceny tego typu reklamy pozostają wysoce konkurencyjne. Minie jeszcze dłuższy czas, zanim koszty marketingu w serwisach OTT dogonią te znane z klasycznej telewizji. Jak na te zmiany reagują klienci? Większość z nich zaakceptowała już reklamę jako integralną część internetowej telewizji. Wszyscy znamy to z autopsji – ale przecież znamy też reklamy, które potrafiły przykuć naszą uwagę. Zresztą, właśnie zdolność przykuwania uwagi jest jedną z najważniejszych cech spotów emitowanych w sieci. Część broadcasterów wyświetla tylko kilka pierwszych sekund reklamy – zostawiając odbiorcy decyzję, czy obejrzeć ją do końca. Wniosek narzuca się sam: te kilka sekund musi być na tyle intrygujące, żeby telewidz obejrzał cały spot. Nawet dla speców do marketingu to prawdziwe wyzwanie. źródło: Telewizyjny marketing - tylko w Internecie |
Jednak zachowanie kierownika IT wcale nie było bezczelne. Z jego strony sytuacja wyglądała inaczejZostał wezwany rano – a raczej nad ranem, bo o 5.30 – żeby przywrócić działanie systemu, który w nocy zrobił sobie przerwę. Przez trzy godziny walczył z przeciążoną siecią, zablokowanym serwerem i uciążliwymi pytaniami Kiedy znów będzie internet?. Gdy udało mu się w miarę usunąć problem, spędził półtorej godziny na spotkaniu Grupy Użytkowników, wysłuchując z ust pracowników i administracji, że obecny poziom działania systemu jest nieakceptowalny. Aż się w nim zagotowało! Oczywiście, że poziom działania jest nieakceptowalny! Już dwa lata temu ostrzegał, że będą problemy. Ale zarząd oczywiście odrzucił rekomendację wprowadzenia innego systemu operacyjnego – zbyt duże koszty. Tyle że obecny system jest zbyt zawodny, a jego zespół informatyków jest zbyt mały, by poradzić sobie ze wszystkimi kłopotami. Gdy wrócił po spotkaniu do swojego pokoju, zadzwoniła kobieta z biura public relations. Radosnym głosem oznajmiła mu, że dostanie nagrodę Jakość dzięki Innowacyjnym Technologiom. Nic dziwnego, że rzucił w słuchawkę żeby się wypchali. Reakcja kierownika działu IT świadczy, że jest on już w stanie poważnego wypalenia zawodowego. Żeby przywrócić go do pełnej sprawności zawodowej i zatrzymać go w firmie, już nie wystarczy proste działanie motywacyjne typu bonus na paliwo czy lepszy komputer. Potrzebna będzie kompleksowa interwencja naprawiająca atmosferę, przepływ pracy i sposób wynagradzania pracowników. O ile, oczywiście, dział HR i zarząd uzna ją za słuszną i koniecznąFirmy mają często w nosie wypalenie pracowników. Niepodważalny fakt – rozwiązanie problemu wypalenia jest tańsze niż koszty sytuacji kryzysowej, gdy wypalający się pracownicy wybuchną – nie jest zgodny z korporacyjnym myśleniem To my mamy władzę, pracownicy nie będą nam mówić jak mamy zarządzać firmą. W efekcie bardziej logiczne jest zwolnienie pracownika i przeprowadzenie rekrutacji na wakujące stanowisko, ponieważ firma zachowuje kontrolę. To firma zwalnia, to firma zatrudnia. Gdy w firmie nie ma miejsca na sprawiedliwość, okazanie szacunku, potwierdzenia wartości pracowników, poczucie wspólnoty, tam praca staje się przykrym obowiązkiem, zimną wymianą świadczeń, w której obie strony kładą na stole absolutne minimum. Sytuacja w firmie przypomina wtedy dominację Związku Radzieckiego w Europie Środkowej po II wojnie światowej, kiedy kraj ten eksploatował dobra innych nacji, by utrzymać system ekonomiczny, który nie miał racji bytu. Wszyscy dobrze pamiętamy jaki los spotkał Związek Radziecki. Dlatego dla własnej, dyrektorskiej lub menedżerskiej wygody nieszukania na szybko nowego miejsca pracy, może warto spróbować naprawić wypaleniogenność firmy? Albo już zacząć szukać nowego pracodawcyBo inni pracownicy niedługo mogą zacząć robić to samo i na rynku pracy zrobi się tłoczno.
Inspiracją tekstu jest książka Prawda o wypaleniu zawodowym. Co robić ze stresem w organizacji Christiny Maslach i Michaela P. Leitera (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011). Wykorzystanie za wiedzą Wydawcy.
źródło: Nagroda za jakość? Wypchajcie się |
Dorobek renesansuŁatwo natomiast dostrzec mnogość odnośników, piktogramów a nawet precyzyjnych rysunków. Projektując swoje przełomowe wynalazki, m.in. maszyny latające, Leonardo nie notował gotowych, przemyślanych koncepcji. Tworzył koncepcje - notując. Pozwalał myślom spontanicznie płynąć i przybierać dowolny kształt. Intuicyjnie przelewał je na papier. Prawdopodobnie właśnie notatki da Vinci stały się inspiracją dla uporządkowania i nazwania metody mapowania w czasach współczesnych. XXI wiekOd 1970 roku metodę zgłębia i promuje Tony Buzan, zachęcając do jej stosowania zarówno uczniów, studentów jak i managerów. Mapy myśli to sposób notowania, który uczy kreatywnego myślenia, analizy, wnioskowania. Zachęca do odbiegania od utartych schematów myślowych, dzięki czemu zapisane na niej pomysły mogą zaskoczyć nawet nas samych! Metoda Mind Mappingu jest coraz chętniej wykorzystywana przez uczniów i studentów na całym świecie. Pozwala w szybki i kreatywny sposób notować podczas wykładu, a także uczy analitycznego i samodzielnego myślenia. Polskie szkoły także zaczęły doceniać potencjał mapowania. Mapy myśli mają jednak dużo szersze zastosowanie. Coraz częściej metoda ta jest wykorzystywana przez managerów i liderów zespołów, jako praktyczne narzędzie. W pracy zespołowej sprawdza się, jako sposób notowania podczas burzy mózgów i wspólnego poszukiwania nowych rozwiązań. Ponoć już sam Leonardo mawiał, iż mapowanie rozbudza kreatywność i ożywia ducha inwencji. Mapa jest także idealnym narzędziem planowania zarządzania sobą w czasie, albowiem pozwala w kreatywny i bardzo osobisty sposób zanotować: plan dnia, prezentacji, opracowywanie strategii działania. W życiu zawodowym i prywatnym w formie mapy możesz postawić cele czy też dokonać analizy problemu, wykorzystując spojrzenie wielokierunkowe, którego uczy mindmapping. Dzięki wykorzystaniu koloru, piktogramów i koncentracji na słowach-kluczach – tworzenie i wykorzystywanie map myśli podnosi poziom zapamiętania notowanych informacji. Wzmaga też naszą koncentrację a także kreatywność podczas ich wykonywania. Zastosowań mapy myśli jest wiele, a ich wykorzystywanie przynosi wymierne korzyści wielkim korporacjom na całym świecie. Metoda Mind Mappingu została wdrożona do programu podnoszenia jakości w koncernie Boeing. Program pozwolił oszczędzić w ciągu jednego roku 10 milionów dolarów. Dzięki wdrożonej metodzie w ciągu jednego miesiąca wygenerowano projekty, których realizacja oznaczała kolejne milionowe oszczędności dla koncernu. Potencjał map dostrzegł Dr Mike Stanley, ujmując podręcznik projektu samolotu, którego napisanie zajęło 7 lat w jednej siedmiometrowej mapie myśli. Pozwoliło to znacząco skrócić okres szkolenia do kilku tygodni, co przyniosło kolejne oszczędności. Lista referencyjna firm wykorzystujących metodę Mind Mappingu jest bardzo długa, a znajduje się na niej międzynarodowych korporacji, takich jak: Coca-Cola, Nike, Procter and Gamble, Johnson & Johnson. Także w Polsce coraz więcej firm wdraża tę metodę w strategie rozwoju. Każdy z nas jest manageremByć może zastanawiasz się, czy mindmapping znalazłaby zastosowanie w Twoim życiu. Być może nie jesteś studentem, managerem, nie zarządzasz ludźmi ani projektami. Pamiętaj jednak, że zarządzasz na co dzień swoim największym kapitałem. To Twój mózg – zdolny tworzyć wspaniałe idee, wynalazki i dzieła sztuki. To w nim kryje się Twój wielki potencjał. Odkrywaj go każdego dnia. Stosuj metody wykorzystywane przez wybitnych myślicieli! Rozwijaj swoją kreatywność! Wykorzystaj mapowanie myśli dla stworzenia planu tygodnia czy stawiania sobie celów. Stwórz mapę myśli swoich mocnych stron i talentów. Codziennie twórz mapy skojarzeń – na dowolny temat. Pamiętaj, wszystkie skojarzenia podyktowane przez Twój mózg są dobre. To wspaniałe, rozwijające kreatywność ćwiczenie! Zaufaj swojej intuicji, twórz mapy myśli i obudź w sobie geniusza!
Artykuł ukazał się w I wydaniu magazynu "The Target - Miesięcznik Ludzi Sukcesu" - do ściągnięcia ze strony: www.henryjones.eu
źródło: Co łączy Leonardo da Vinci z Boeingiem? |
Skrót ACTA oznacza Anti-Counterfeiting Trade Agreement (umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi), jednakże nazwa ta może wprowadzać nieco w błąd, gdyż w istocie ACTA w przeważającej mierze dotyczy naruszania praw własności intelektualnej w ogólności, nie koncentrując się jedynie na kwestiach podróbek, a więc towarów oznaczanych znakami towarowymi innych producentów. ACTA jako umowa międzynarodowa wejdzie w życie po jej ratyfikacji przez minimum 6 państw. Do procesu ratyfikacji ACTA stosuje się postanowienia Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów. Stroną umowy ma być też Unia Europejska. Z uwagi jednak na fakt, że część materii objętych ACTA nie należy do kompetencji UE przyznanych jej w traktach, a na mocy art. 5 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej wszelkie kompetencje nieprzyznane UE pozostają przy państwach członkowskich, także poszczególne państwa będące państwami członkowskimi zostały zaproszone do podpisania i ratyfikowania ACTA. ACTA zredagowana została przez prawników amerykańskich z uwzględnieniem zasad legislacji typowej dla systemów prawa anglosaskiego, wobec czego analiza tekstu umowy dla prawników kontynentalnych jest zadaniem trudnym i może prowadzić do wielu wątpliwości i rozbieżności. Razi także ogólność postanowień umowy, liczne zastrzeżenia w postaci braku uszczerbku dla przepisów krajowych oraz wprowadzanie postanowień fakultatywnych, a więc takich, których wprowadzenie zależne jest w całości od woli danej strony umowy. Lektura ACTA wskazuje niewątpliwie, że duża część jej postanowień to swego rodzaju postulaty, które mają być dopiero wprowadzane do porządków krajowych przez poszczególne państwa - strony umowy. Należy zwrócić także uwagę, że ACTA w art. 3 jednoznacznie wskazuje, że jej postanowienia nie naruszają regulacji wewnętrznych, dotyczących praw własności intelektualnej. Ponadto, ACTA w zamierzeniu stanowić ma uzupełnienie regulacji zawartych w porozumieniu w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (TRIPS) z 1994 r., stanowiącego załącznik do porozumienia w sprawie utworzenia Światowej Organizacji Handlu. Polska jest stroną porozumienia TRIPS od 2000 r. Poza faktycznie budzącym wiele wątpliwości trybem prac nad tekstem ACTA, kilka kontrowersyjnych postanowień umowy wzbudziło duże emocje po opublikowaniu tekstu umowy. Obowiązek dostarczania dowodów na własną niekorzyść?Kontrowersyjny jest z pewnością artykuł 11 ACTA wskazujący, że winna zostać zagwarantowana możliwość nakazania przez (…) organy sądowe sprawcy naruszenia lub osobie, którą podejrzewa się o naruszenie, na uzasadniony wniosek posiadacza praw, przekazania posiadaczowi praw lub organom sądowym, przynajmniej dla celów zgromadzenia dowodów, stosownych informacji. Sformułowanie to przez niektórych obserwatorów nazwane zostało odstępstwem od znanej prawu karnemu zasady zakazu dostarczania dowodów na swoją niekorzyść. Warto jednak zwrócic uwagę, że, po pierwsze, przepis ten wskazuje, że może to nastąpić jedynie w drodze przewidzianej w ustawach lub przepisach wykonawczych. Po drugie, zapis ten dotyczy naruszeń cywilnoprawnych, a nie karnych. Po trzecie wreszcie podobne rozwiązanie w postaci tzw. roszczenia informacyjnego z art. 80 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych funkcjonuje w polskim porządku prawnym już od wielu lat. Trzeba także zauważać racje strony przeciwnej, a więc osób, których prawa zostały naruszone, że tego rodzaju instrumenty prawne służą wskazaniu osoby ewentualnego naruszyciela, dzięki czemu stanowiska stron mogą zostać zweryfikowane w toku procesu przed niezawisłym sądem. Powyższa regulacja nie stanowi więc rewolucji w polskim porządku prawnym oraz, wbrew pozorom, nie zmienia praw stron postępowania. Rozszerzenie penalizacji?Artykuł 23 ACTA traktuje o przepisach karnych, co, zdaniem niektórych obserwatorów, prowadzi do rozszerzenia penalizacji niektórych typów czynów zabronionych. ACTA jednoznacznie wskazuje, że represja prawnokarna winna odnosić się do czynów będących piractwem na szeroka skalę. Niestety nie sposób znaleźć w treści umowy definicji tego pojęcia. Akt stanowi natomiast że działania na skalę handlową obejmują przynajmniej działania prowadzone jako działalność handlowa w celu osiągnięcia bezpośredniej lub pośredniej korzyści ekonomicznej lub handlowej. Należy się zgodzić, że takie niedookreślenie nie powinno mieć miejsca w regulacjach dotyczących prawa karnego. Warto zwrócić natomiast uwagę, że już obecnie polskie przepisy przewidują penalizację czynów zabronionych w zakresie praw własności intelektualnej. Polski ustawodawca rozróżnia także czyny zwykłe i czyny będące typem kwalifikowanym, popełnione w celu osiągania stałego źródło dochodu lub prowadzenia działalności. Lektura ACTA wskazuje, że czyny, o których mowa w porozumieniu, bliższe są typom kwalifikowanym w obecnie obowiązujących przepisach, co z kolei prowadzi do konkluzji, że w chwili obecnej polski ustawodawca przewiduje penalizację szerszą aniżeli wymagana przez porozumienie. Drugą ważną kwestią jest regulacja art. 23 ust. 3 ACTA, zgodnie z którym każde państwo będące stroną umowy może penalizować czyny polegające na nagrywaniu filmów podczas seansów kinowych. Regulacje takie, które z pewnością prowadzić będą do rozszerzenia penalizacji, są jednak dla stron umowy fakultatywne. Wyłącznie od polskiego ustawodawcy zależy, czy wprowadzi je do porządku prawnego. Ważne jest także, aby zrozumieć, że również bez podpisania ACTA polski ustawodawca mógłby dokonać takiej penalizacji. Jedynym dostrzegalnym zagrożeniem jest tutaj ewentualna presja pozostałych państw sygnatariuszy ACTA i określonych lobby na polskie władze w celu dokonania interwencji ustawodawczej. W obecnym brzmieniu ACTA nie stanowi więc samo w sobie rozszerzenia represji karnej w polskim porządku prawnym. Nowe zasady w Internecie – czy dojdzie do cenzury Internetu?Zapisem ACTA, który wzbudza chyba najwięcej kontrowersji jest art. 27 dotyczący dochodzenia roszczeń i egzekwowania praw w środowisku cyfrowym. Przepis ten ma na celu ujednolicenie zasad ścigania naruszeń praw własności intelektualnej w sieci i wprowadza niejako podwaliny pod przyszłe regulacje środowiska cyfrowego. Aby dobrze zrozumieć nie tylko same zapisy, ale i ich rzeczywiste konsekwencje, należy w pierwszym rzędzie odnieść się do zasad ochrony praw autorskich obowiązujących w środowisku cyfrowym. Idea Internetu zakłada szerokie udostępnianie i ściąganie danych. O ile pomysłodawcy tego wynalazku sądzili, że będzie mieć on zastosowanie do wysyłania i odbierania danych przeznaczonych do indywidualnych odbiorców, lub też udostępniania danych naukowych lub publicznych, o tyle obecnie medium to jest szeroką platformą udostępniania danych dla nieograniczonego kręgu adresatów. Takie uzależnienie samej działalności Internetu od dostępności i możliwości powielania danych, powoduje że jest to obecnie medium najbardziej zależne od zasad wykorzystania praw własności intelektualnej i jednocześnie jest to największe wyzwanie dla doktryny tego prawa. Przez lata bowiem zasady korzystania z wytworów pracy intelektualnej były stosunkowo niezmienne. Zasady zaś obrotu utworami (a właściwie prawami autorskimi do nich) były takie same dla mediów drukowanych jak i przekazów radiowych i telewizyjnych. Dostęp do poszczególnych dzieł był zwykle udzielany przed podmioty zinstytucjonalizowane, łatwe do namierzenia, a zatem też do pociągnięcia do ewentualnej odpowiedzialności w przypadku dojścia do jakichkolwiek naruszeń. Dopiero pojawienie się nowego medium – Internetu – które oparte jest na anonimowości, spowodowało konieczność redefiniowania zasad odpowiedzialności i wskazało na znaczące luki w obecnym systemie. Przede wszystkim należy wskazać, że odmiennie niż w przypadku pozostałych mediów, co do zasady, zapoznanie się z utworem w Internecie zakłada konieczność jego powielenia i ściągnięcia na własny komputer (w formie pliku umożliwiającego jego dalsze odtwarzanie lub w formie kopii zapasowej). Dodatkowo, w przypadku rozpowszechnienia w Internecie, nie ma często praktycznej możliwości określenia podmiotu, który udostępnił dany plik i umożliwił jego skopiowanie. Dlatego też powstało pytanie, czy istnieje możliwość ścigania podmiotów udostępniających pliki w Internecie oraz jak określić osobę naruszyciela?Na wątpliwość tą odpowiedzią miał być właśnie art. 27 ACTA. Czytamy w nim, że: Strona może, zgodnie ze swoimi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, zapewnić swoim właściwym organom prawo do wydania dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, którego konto zostało użyte do domniemanego naruszenia, jeśli ten posiadacz praw złożył wystarczające pod względem prawnym roszczenie dotyczące naruszenia praw związanych ze znakami towarowymi, praw autorskich lub pokrewnych i informacje te mają służyć do celów ochrony lub dochodzenia i egzekwowania tych praw. Procedury są stosowane w sposób, który pozwala uniknąć tworzenia barier dla zgodnej z prawem działalności, w tym handlu elektronicznego, oraz, zgodnie z prawodawstwem Strony, zachowuje podstawowe zasady, takie jak wolność słowa, sprawiedliwy proces i prywatność. Zgodnie z tym przepisem, państwa - sygnatariusze ACTA mogą, ale nie muszą, zapewnić w swoim systemie prawnych środki nakładające na internet service providera obowiązek udostępnienia danych podmiotu, z którego konta doszło do naruszenia. Jako, że jest to kolejny przepis dyspozytywny (który wskazuje, co państwo może, ale nie musi zrobić) należy uznać, że ma on na celu niejako wskazanie ścieżki, która może zostać wykorzystana przez państwa w celu umożliwienia dochodzenie roszczeń od internetowych naruszycieli. Na uwagę zasługuje, że obowiązek państwa do wprowadzenia regulacji, pozwalających na określenie osoby naruszającej czyjeś prawa w internecie został nałożony na państwa także przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. W wyroku z 2008 roku Trybunał wprost stwierdził, że państwa są zobligowane do dostarczenia obywatelom narzędzi umożliwiających określenie danych podmiotu, naruszających za pośrednictwem Internetu dobre imię lub cześć osoby. Prawo do poznania osoby naruszyciela (co jest konieczne dla pociągnięcia go do odpowiedzialności) wywiedzione zostało z prawa do sądu, które gwarantuje każdemu sądową ochronę jego praw. Mimo, że wskazany wyrok dotyczy ochrony dóbr osobistych istnieje możliwość zastosowania go także do naruszenia praw własności intelektualnej. Skoro bowiem częścią prawa do sądu jest prawo do dochodzenia swoich roszczeń przed sądem, nie ma znaczenia, czy chodzi o roszczenia wynikające z naruszenia dóbr osobistych czy też naruszenia praw własności intelektualnej. Reasumując, już w 2008 r. wszystkie państwa – sygnatariusze Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności musiały liczyć się z koniecznością zagwarantowania obywatelom środka umożliwiającego uzyskanie informacji o osobie odpowiedzialnej za naruszenie. Art. 27 ACTA stanowi więc jedynie próbę wskazania, jak takie narzędzie ma wyglądać. W czasie prac nad konwencją poszukiwano podmiotu, który w całym procesie udostępniania utworów w Internecie najczęściej będzie miał kontakt z osobą korzystającą z konta. Bezsprzecznie osobą taką jest service provider, który udostępnia dane konto abonentowi, a więc podpisuje z nim umowę. Istnieje zatem domniemanie, że zna on dane abonenta. Dlatego też logiczne wydaje się być rozwiązanie pozwalające podmiotowi, którego prawa naruszono uzyskanie danych osoby, na którą zarejestrowane zostało konto, z którego doszło do naruszenia. Dodatkowo istotne jest, że takie narzędzia są już szczątkowo obecne w polskim prawie. Zgodnie z art. 80 prawa autorskiego i art. 2861 Prawa własności przemysłowej, osoba, której prawa zostały naruszone może żądać od osoby innej niż naruszający informacji koniecznych do określenia pochodzenia i sieciach dystrybucji towarów naruszających prawa. Wskazane roszczenie skierowane jest także do podmiotu, który bezpośrednio nie narusza praw uprawnionego, jednak może mieć informacje o naruszeniu. W naszej ocenie już w tej chwili procedury opisane w tych polskich przepisach mogą być stosowane również do określenia osoby naruszyciela, a więc mogą też posłużyć w celu uzyskania od Internet providera danych osoby, z której konta dochodzi do naruszenia. Regulacje, o których mowa w art. 27 ACTA nie są zatem czymś nowym polskiemu prawu, maja jedynie za cel sprecyzowanie i niejako dookreślenie obowiązujących procedur oraz ostateczne wyeliminowanie problemów z określeniem osoby naruszyciela. Odpowiadając na możliwe zarzuty, że regulacje te naruszają prawo do anonimowości w Internecie, należy wskazać, że przywilej ten nie przysługuje podmiotom naruszającym prawo. Przenosząc sytuację udostępniania plików w Internecie na gruntu życia w tzw. realu można powiedzieć, że również złodziej nie może się zasłaniać prawem do prywatności w momencie próby przeszukania go przez policję. Podobnie za nieuzasadnione należy uznać wątpliwości dotyczące zwrotu: zapewnić swoim właściwym organom prawo. Wskazanie to interpretowane jest przez niektórych jako zbytnie rozszerzenie kompetencji organów państwowych. Interpretacja taka jest niezgodna jednak z podstawowymi zasadami ACTA. W preambule wskazano bowiem, że wszelkie postanowienia umowy muszą być interpretowane zgodnie z porządkiem danego państwa. Skoro zatem w Polsce podobne kwestie (roszczenie informacyjne) zostały przekazane kompetencji sądów, również i to uprawnienie powinno być złożone przez ustawodawcę na ich ręce. Jako, że sądy są władzą niezawisłą, której celem jest wymierzanie prawa, wyposażenie ich w przedstawione powyżej kompetencje nie narusza praw obywateli.
Na zakończenie należy obalić ostatni mit związany z art. 27 ACTA, a dotyczący tzw. dozwolonego użytku. ACTA nie precyzuje pojęcia dozwolonego użytku, nie oznacza to jednak, że instytucja ta musi zostać wykreślona z ustawodawstwa państw - sygnatariuszy. Wręcz przeciwnie, ACTA musi być interpretowana i implementowana w zgodzie z dotychczasowym porządkiem prawnym państw stron, co zakłada, że w państwach przewidujących dozwolony użytek praw autorskich, nie ma powodu do uchylenia tej instytucji. Oczywiście nawet już teraz nie ma przeszkód, aby ustawodawca skasował dozwolony użytek, jednak nie jest to wymagane przez ACTA.
Reasumując, ACTA stanowi jedynie niejako wskazówki dla państw – sygnatariuszy, jak można uszczelnić zasady ochrony praw własności intelektualnej w Internecie, nie wprowadza jednak zmian ani zapisów, które byłby rewolucyjne lub znacząco odbiegały od zasad ochrony praw własności intelektualnej, obowiązujących w Polsce obecnie. Należy zatem podzielić stanowisko części komentatorów, że większość niepokojów społecznych związanych z ACTA wynika tak naprawdę z braku dialogu społecznego wokół tej umowy, oraz z faktu, że dotyka ona sfery życia dotychczas postrzeganej jako wolna i anonimowa (czyli komunikacji w Internecie). Łącząc to z faktem, że większość użytkowników Internetu to ludzie młodzi, często negatywnie nastawieni do władzy państwowej, w których interesie nie leży ochrona własności intelektualnej (gdyż osobiście nie czerpią z jej wykorzystywania dochodów), nie dziwi ostry sprzeciw społeczny przed zapisami wskazanego aktu. ACTA postrzegane jest bowiem jako zamach na prawa jednostki, mimo, że nie jest to jej celem, gdyż w rzeczywistości jedynie potwierdza ona zasady ochrony praw własności intelektualnej.
źródło: ACTA #8211; nie taki diabeł straszny#8230; |
Postawione powyżej pytanie skłoniło mnie do zastanowienia się nad kontekstem organizacyjnym wypalenia zawodowego, co zaowocowało napisaniem książki – przewodnika dla menedżerów Wypalenie zawodowe. Kontekst organizacyjny. 1. Od opieki społecznej aż po biznesPoczątkowo wypalenie zawodowe kojarzono z zawodami wiążącymi się z opieką społeczną i służbą zdrowia, które ponosiły wysokie koszty psychologiczne swojej pracy. Badania rozpoczęte w tych środowiskach w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pozwoliły na dokładniejszy opis wypalenia zawodowego oraz określenia przyczyn tego syndromu. Dalsze prace badawcze rozszerzyły listę zawodów zagrożonych wypaleniem zawodowym i przeniosły zainteresowanie badaczy ze sfery socjalnej również do sfery biznesu. Pomimo tego, większość książek dotyczących wypalenia zawodowego skupia się na zawodach związanych ze służbą zdrowia, opieką społeczną, edukacją, czy więziennictwem. Ponadto zjawisko wypalenia zawodowego jest zwykle analizowane z perspektywy jednostki wypalającej się. Również rozwiązania problemu są często kierowane do jednostek. Przełom w myśleniu o wypaleniu zawodowym zawdzięczamy Christinie Maslach i Michaelowi Leiterowi, którzy wnieśli znaczący wkład w opisanie podejścia organizacyjnego do problemu wypalenia zawodowego. Zdając sobie sprawę z faktu, że również inni badacze zajmują się wypaleniem organizacyjnym i mają w tej dziedzinie znaczące osiągnięcia, zdecydowałem się na przedstawienie kontekstu organizacyjnego wypalenia zawodowego w oparciu o model Maslach i Leitera. Ograniczenie się do jednego modelu zwolniło mnie z konieczności prowadzenia akademickich rozważań o wyższości modelu skonstruowanego przez uczonego A nad modelem autorstwa uczonego B. 2. Dostrzec ciąg przyczynowo-skutkowyMenedżer obserwujący postawy i zachowania swoich podwładnych i współpracowników może dostrzec u nich objawy świadczące o wystąpieniu wypalenia zawodowego. ważne by potrafił odróżnić syndrom wypalenia zawodowego od zmęczenia lub depresji. Współczesne pojmowanie wypalenia zawodowego uwzględnia trzy wymiary tego zjawiska:
Pierwszy z tych wymiarów obejmuje wyczerpanie fizyczne i emocjonalne objawia się zmęczeniem oraz niezdolnością do odpoczynku i regeneracji sił. Na drugi z wymiarów składają się cynizm i depersonalizacja, a trzeci - obniżeniem poczucia dokonań osobistych oraz rzeczywistym spadkiem wydajności pracownika. Menedżer, który zaobserwuje u pracownika objawy wypalenia zawodowego może poszukiwać przyczyn wypalenia zawodowego w środowisku pracy, albo we właściwościach osoby. Jeżeli uwzględnimy kontekst organizacyjny, to przyczyny wypalenia tkwią w co najmniej jednym spośród sześciu obszarów życia firmy:
Zajęcie się sześcioma obszarami, w których występują niedopasowania miedzy ludźmi a wykonywaną przez nich pracą, jest jedyną możliwością wpływania na wypalenie i wzmacniania zaangażowania w pracę. Nie oznacza to jednak, że działania muszą się odnosić do wszystkich obszarów jednocześnie. Proces będzie łatwiejszy do przeprowadzenia i monitorowania, jeżeli będzie dotyczył jednego, wybranego obszaru. Ponieważ istnieją powiązania pomiędzy sześcioma obszarami, działania podejmowane w jednym z nich zazwyczaj prowadza do poprawy przynajmniej części pozostałych. 3. Interwencja i prewencjaWiele poradników, programów samopomocowych oraz podręczników akademickich proponuje podejście do problemu wypalenia zawodowego oparte o ideę samodoskonalenia jednostki. Na gruncie biznesowym znajduje to odzwierciedlenie w ciągle utrzymującej się popularności szkoleń z obszaru zarządzania stresem. Należy zadać sobie pytanie, czy działania nakierowane jedynie na pracownika mogą rozwiązać problem wypalenia zawodowego. Czy pracownik po szkoleniu, który wraca do niezmienionego miejsca pracy i spotykający się z niezmienionymi postawami menedżerów, poradzi sobie z kwestią wypalenia zawodowego? Odpowiedź nasuwa się sama. Aby poradzić sobie z wypaleniem zawodowym nie wystarczy samodoskonalenie pracownika. Konieczne są działania skoncentrowane zarówno na osobie, jak i na miejscu pracy, nie tylko na samej jednostce. Proces rozwiązywania problemów z wypaleniem zawodowym może być inicjowany oddolnie (przez pracownika, który zauważył problem u innej osoby), albo też może zostać zapoczątkowany przez zarząd firmy. Wspomniany proces może zostać wykorzystany zarówno do zapobiegania wypaleniu zawodowemu, jak i do interwencji kryzysowej. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z prawdopodobieństwem wystąpienia wypalenia zawodowego w przyszłości, a w drugim z rzeczywistym, istniejącym syndromem. Celem interwencji kryzysowej jest znalezienie natychmiastowego rozwiązania, by załagodzić lub zlikwidować problem. W przypadku zapobiegania wypaleniu, działania są skoncentrowane na wypracowaniu strategii postępowania pozwalającej na obniżenie ryzyka w przyszłości. Organizacja, która chce zmierzyć się z problemem wypalenia zawodowego powinna uwzględnić w swojej strategii działania zarówno podejście indywidualne (oddolne), jak i odgórne (od zarządu w dół firmy). Sukces podejścia indywidualnego zależy w dużej mierze od stworzenia przez firmę takiej kultury organizacyjnej, w której inicjatywa pracownika jest czymś naturalnym i pożądanym, a pracownik posiada odwagę inicjowania procesu. Kiedy proces rozpoczyna się na poziomie organizacji, zazwyczaj jest próbą przeciwdziałania wystąpieniu wypalenia zawodowego w przyszłości, nie reakcją na bieżący kryzys. 4. Lepiej zapobiegać niż leczyćBrak objawów epidemii wypalenia zawodowego w Polsce skłania świadomych menedżerów do podejmowania działań zapobiegawczych. Podejście prewencyjne zakłada długi horyzont czasowy, a nie spojrzenie krótkoterminowe. Zakłada, że teraźniejsza inwestycja zapobiegnie znacząco wyższym kosztom i stratom w przyszłości. Zatem nie ma powodu czekać z działaniami aż wypalenie wystąpi. Perspektywa długoterminowa dominująca przy podejściu organizacyjnym koncentruje się na systemach i procesach, jakie kształtują życie organizacji, a nie na działaniach i kryzysach, jakie dotyczą jednostek. Przy podejmowaniu działań zapobiegawczych ważne jest uwzględnienie następujących kroków:
5. Liczą się podjęte działaniaNawet najlepsze plany nie mogą zapobiec powstawaniu wypalenia zawodowego. Prewencja może opierać się na wdrożonych działaniach. Do budowy zaangażowania w pracę prowadzi sześć dróg – sześć obszarów życia organizacji. W każdym z tych obszarów mogą pojawić się czynniki, które wywołają wypalenie zawodowe. Wymienione czynniki mogą spowodować wyczerpanie, wpędzić w cynizm, przełożą się na brak osiągnięć. Każdy z obszarów może być zatem punktem wyjścia do skutecznych działań. Pozostaje tylko dokonać wyboru obszaru (pytanie, jak to zrobić) i… do dzieła!
źródło: Jak firmy radzą sobie z wypaleniem zawodowym pracowników |
Marka Żubrówka jest szeroko na świecie znana. To unikalna na skalę światową wódka. W butelce znajduje się źdźbło turówki wonnej (hierochloe odorata), trawy rosnącej w lasach Puszczy Białowieskiej. To dzięki znanej powszechnie jako żubrówka trawie, wódka ma świeży, orzeźwiający aromat z nutą rumianku i wanilii. Wódkę wyróżnia także zielono żółtawy kolor oraz zawartość kumaryny. Sprzedaż tego produktu była za oceanem zakazana, właśnie ze względy na kumarynę – związek chemiczny, który nadawał wódce unikalny smak. Stosowany w małych ilościach krzywdy nie wyrządza, ale spożyty w większej dawce może prowadzić do uszkodzenia wnętrzności. Pod koniec lat 70. amerykańska Food and Drug Administration zakazała stosowania kumaryny w całym sektorze spożywczym USA. Unikalność produktu i atrakcyjność rynku amerykańskiego zachęciła polskich specjalistów od produkcji destylatów do stworzenia wolnej o kumaryny wersji specjalnie na rynek amerykański. FDA w końcu wyraziła zgodę na sprzedaż żubrówki na terenie USA. Zmienił się jednak naming produktów. Na rynek amerykański weszła nowa wersja znanej marki, nazwana ŻU lub inaczej ZU. Naming produktów jest w marketingu niezwykle istotny. Nie usunięto napisu żubrówka, ale lansowana jest skrócona do ŻU nazwa wolnego od kamaryny produktu. To ukłon w stronę międzynarodowej klienteli. Amerykanie zamawiając drinki podają markę alkoholu z jakiego ma być przygotowywany. O ile dla nas nazwa żubrówka jest prosta, dla obcokrajowców może stanowić problem zarówno w wymówieniu słowa jak i w zapamiętaniu nazwy. Naming produktów powinien takie aspekty prezentacji marki uwzględniać. Naming produktów a ochrona marek narodowychPoza Polską żubrówka produkowana jest w wielu innych krajach pod różnymi nazwami, m.in. w Rosji, Stanach Zjednoczonych (Wisent Vodka), na Ukrainie, na Białorusi oraz w Czechach. Ważnym aspektem namingu produktów jest opis Polish Vodka. Nie tak dawno Rada Ministrów przyjęła projekt zmiany ustawy o wyrobie napojów spirytusowych oraz o ich rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych. Ważnym rynkowo aspektem nowej ustawy, są zawarte w niej zmienione wymogi dla oznakowania polskich wódek czystych i smakowych. Ustawa obejmuje także naming produktów. Otóż, wódki będzie można markować na etykiecie oznaczeniem geograficznym Polska Wódka / Polish Vodka. To duży krok w ramach lansowania polskich produktów. Póki co naming produktów Polska Wódka / Polish Vodka jest dobrowolny. Jeżeli producent zdecyduje się użyć tego brandu, to wyrób musi spełniać odpowiednie wymagania jakościowe. Naming produktów z użyciem wyrażenia Polska Wódka / Polish Vodka ogranicza także zakres surowców tradycyjnie stosowanych w naszym kraju do produkcji wódki. Drugim ważnym warunkiem jest to, że cały proces produkcyjny wyrobu oznakowanego Polska Wódka/Polish Vodka musi odbywać się Polsce. To krok, który ma lansować polskie produkty narodowe, a co za tym idzie promować tak unikalne i wyjątkowe marki jak żubrówka. Ochrona wizerunku polskich produktów poprzez prawnie zabezpieczony naming produktów może tylko pozytywnie wpłynąć na ich marketing. źródło: Polskie nazwy czyli międzynarodowy naming produktów |
znalezionych: 22017, strona 1 z 1468
<<< - 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 - >>>